| |
|
|
Wydarzenia:
Wycieczka po Galicji albo po
zamkach południowo- wschodniej
Polski 23-25 września 2007
W wycieczce wzięło udział 14 osób :
Piotr i Agnieszka Rozwadowscy, Jadwiga Dembińska - Rozwadowska,
Andrzej Rozwadowski
z córką Teresą, Izabela Browne, Erni Pieta, Jadwiga Komornicka,
Maria Wala z siostrą Wandą Zachwieja, Maria Jaworowska, Maria
Maciejewska, Stanisław Piniński oraz prowadzący wycieczkę Janusz
Marciniak, autor tego tekstu.
Rozpoczęliśmy w niedzielę 23 września od zwiedzania zamku
Lubomirskich w Nowym Wiśniczu. Lubomirscy byli jedną z bardzo
nielicznych rodzin w Polsce przedrozbiorowej, która doszła do potęgi
nie za zasługi wojenne ani z dochodów z ziemi, ale z przemysłu.
Sebastian Lubomirski, który zaczynał od Lubomierza i trzech innych
wiosek w okolicy Nowego Targu, dzięki otrzymanemu od Batorego
urzędowi żupnika wielickiego (tzn. zarządcy kopalni soli)
doprowadził rodzinę do takiego bogactwa, że kiedy jego syn Stanisław
umierał, pozostawił po sobie majątek w postaci 450 wiosek i
kilkudziesięciu miast. Lubomirscy nie skupiali się tylko na
gromadzeniu bogactw, odegrali oni pozytywną rolę w historii Polski.
Na przykład tenże Stanisław, starannie wykształcony, założył w
Podolińcu na Spiszu pierwszą w Polsce szkołę pijarską, w której
kształcił się Stanisław Konarski, bez którego pewnie nie byłoby
pokolenia Konstytucji 3 Maja, bez niej Polska nie odrodziłaby się z
rozbiorów w 1918, a wtedy nie byłoby też naszego obecnego państwa.
Jego syn Jerzy był jedynym wielkim magnatem, który nie opuścił króla
Jana Kazimierza w czasie jego ucieczki na Śląsk podczas Potopu
szwedzkiego i to on doprowadził do jego powrotu. Do jego zaś syna
Stanisław Herakliusza Lubomirskiego, pisarza, mam osobisty sentyment
bo to on założył Puławy, miasto w którym mieszkam.
Lubomirscy uczynili z Wiśnicza główną siedzibę swego rodu i
rozbudowali zamek. Potem go stracili
i w XIX w opuszczony zniszczał, ale 100 lat temu stowarzyszenie
rodziny Lubomirskich go odkupiło
i stopniowo odrestaurowywało. W roku 1998 ponownie odzyskany, ale
trwają spory prawne. Zamek jest odbudowany, ale wnętrza są dalej
puste, ponieważ był on dokumentnie zrabowany w czasie poprzednich
wojen. Z niewielkiej ekspozycji zwróciła naszą uwagę kolekcja naczyń
cynowych, w tym kufle do piwa
5-litrowy dla panów i 1,5-litrowy dla pań (należy jednak zwrócić
uwagę że za czasów Lubomirskich piwo było znacznie słabsze niż
obecnie, około 1% i było pite zamiast wody, która mogła być
niezdrowa).
Wieczorem w hotelu w Dukli odbył się krótki wykład na temat historii
Galicji, który miał uzasadnić dlaczego uważam ją za najciekawszą
dzielnicę w naszym kraju.
Poniedziałek 24 IX
Rozpoczęliśmy zwiedzanie od kościoła w Dukli. Znajduje się tam jedna
z najwartościowszych
i najpiękniejszych rzeźb na terenie Polski – nagrobek Amalii z
Bruehlów Mniszchowej. Wykonany
z kawowego marmuru, bynajmniej nie przedstawia osoby zmarłej, ale
damę która zdrzemnęła się przy czytaniu książki. Kaplica w której
znajduje się rzeźba, utrzymana w jednolitym stylu rokokowym,
pomalowana na kolor kremowy, pełna delikatnych złoceń, luster i
kandelabrów, przypomina raczej damski buduar niż kaplicę grobową.
Kościół w Dukli jest również rzadkim w Polsce przykładem wnętrza
jednolicie rokokowego. Przez ostatnie 15 lat był stopniowo
odrestaurowywany i to wyłącznie z oddolnej, lokalnej inicjatywy
mieszkańców miasteczka, nie z programu rządowego, choć jest tego
wart. Oprowadzająca nas pani jest jedną z głównych osób
napędzających tę rekonstrukcję. Odbudowa została niedawno zakończona
i tego dnia akurat przyjechała ekipa telewizyjna żeby nakręcić jej
rezultaty. Zostaliśmy poproszeni o to żeby zagrać turystów
wchodzących i podziwiających wnętrze, co chyba zrobiliśmy z
należytym namaszczeniem, ponieważ nie poproszono nas o powtórkę.
Niestety, gaża nie została nam wypłacona.
Przed kościołem stoi pomnik młodego Jana z Dukli, który tu się
urodził w XV w. a który jest patronem wielu Janów Rozwadowskich.
Po Dukli odwiedziliśmy skansen przemysłu naftowego w Bóbrce. Jest to
najstarsza kopalnia ropy naftowej na świecie, założona przez
Ignacego Łukaszewicza w 1854 r., wbrew temu co podaje literatura
światowa, że pierwsi ropę naftową wydobywali Kanadyjczycy. Jestem
inżynierem chemikiem i kiedy rozmawiam ze swoimi angielskimi
kolegami i mówię że wydobycie i destylację ropy naftowej wymyślili
Polacy, widzę w ich oczach uznanie. Zresztą każdy Anglik wie co to
jest petrol. Uważam, że stworzenie podstaw rozwoju przemysłu, który
stanowi jeden z głównych motorów światowej gospodarki jest
rzeczywistym wkładem Polski do cywilizacji światowej, niestety
jednym z nielicznych a polskie władze odpowiedzialne za promocję
naszego kraju w świecie tego nie doceniają i nie potrafią
odpowiednio nagłośnić.
Następnym etapem naszej wycieczki był zamek Odrzykoń. Mogliśmy tam
obejrzeć słynny mur graniczny pomiędzy zamkiem wysokim i średnim,
który stał się przyczyną sporu opisanego w „Zemście” Fredry. W XVII
w zamek był zamieszkany przez dwie rodziny magnackie - Firlejów i
Tarłów. Zaogniające się spory pomiędzy nimi zostały ostatecznie
zakończone przez ożenek nie zwracających na nie uwagi
przedstawicieli młodszego pokolenia. Kiedy Aleksander Fredro kupił
zamek w połowie XIX wieku, w archiwach zamkowych trafił na opis tych
wydarzeń, co dało asumpt do napisania polskiej wersji „Romeo i
Julii” (tyle tylko że sztuka szekspirowska jest tragedią , a
fredrowska optymistyczną komedią z happy endem).
Dalsza trasa wycieczki wiodła przez Sanok i serpentyny Birczy do
Arłamowa - byłego ośrodka wypoczynkowego dla komunistycznych
dygnitarzy. Założony na 23 tys. hektarów lasów i wysiedlonych wsi,
utrzymywany w tajemnicy i pilnie strzeżony przez wojsko, był
miejscem polowań dla rozmaitych zagranicznych gości m.in. tow.
Breżniewa. Po roku 1990 stał się własnością gminy, później luksusowy
hotel na stoku góry Suchy Obycz został sprzedany firmie Kamex, która
udostępnia go dla gości (mimo trudnego dojazdu hotel był bardzo
zatłoczony kiedy do niego przyjechaliśmy). Piotr i Agnieszka
Rozwadowscy mieli okazję dostać apartament 52 w którym w 1982 roku
był krotko internowany Lech Wałęsa. Dzień zakończył się kolacją w
drewnianej daczy nad jeziorem otoczonym lasami, w których właśnie
jelenie zaczynały rykowisko.
Wtorek 24 IX
Dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania Posady Rybotyckiej, w której
zachowała się najstarsza cerkiew
w Polsce (XIV w.) i jedyna obronna. Cerkiew i monastyr były siedzibą
tzw. szkoły rybotyckiej pisania ikon, znanej szeroko poza granicami
Polski.
Następnie zajechaliśmy do Krasiczyna, najważniejszego polskiego
zabytku renesansu po Wawelu. Zbudowany przez Krasickich (stąd
wywodzi się znany biskup – poeta Ignacy Krasicki), znany jest m.in.
z powodu największej w Polsce, liczącej 7 tys. m2 dekoracji
sgrafittowej, wspaniałego manierystycznego dziedzińca.z 4 basztami -
Szlachecką, Królewską, Papieską i Boską oraz z założonego w XVII w.
parku.
W wieku XIX zamek był własnością Pinińskich a następnie Sapiehów z
linii kodeńskiej, która po powstaniu listopadowym musiała uciekać z
zaboru rosyjskiego. Jeden z uczestników naszej wycieczki, pan
Stanisław Piniński jest potomkiem tychże Pinińskich, którzy Sapiehom
wtedy zamek odsprzedali. Sapiehowie stopniowo zwiększali świetność
zabytku i rozszerzyli park, w którym mieści się teraz 200 gatunków
drzew
i krzewów, w tym wiele egzotycznych, nigdzie indziej w Polsce nie
występujących.
We wrześniu 1939 r. w ramach paktu Ribentropp – Mołotow Armia
Czerwona. rozpoczęła „wyzwalanie” od wschodu terenów Polski
położonych na lewym brzegu Sanu. 19 IX weszli do Krasiczyna i przez
2 tygodnie na dziedzińcu palili wyniesione z zamku zabytki sztuki i
liczącą 20 tys. tomów bibliotekę. W 1941 r. opuścili zamek
kompletnie zdewastowany. Od 1959 roku trwało jego zabezpieczanie a
następnie odbudowa, która kończy się dopiero teraz.
Z Krasiczyna przez Przemyśl pojechaliśmy do Medyki. Znana aktualnie
z powodu przejścia granicznego, w średniowieczu była wsią królewską,
której nazwa wywodzi się od miodu zbieranego obficie w otaczających
ją lipowych lasach. Bardzo lubił w niej przebywać król Władysław
Jagiełło, a w 1434 wiosną słuchając tu nocą słowików zaziębił się i
zmarł. W początku XIX w wieś nabyli Pawlikowscy, którzy z powodu
swoich zasług dla kultury polskiej byli od nazwy wsi żartobliwie
nazywani Medyceuszami. Właścicielem wsi był m.in. Gwalbert
Pawlikowski, doskonały gospodarz i ambitny polityk. Wokół wsi
założył kilkudziesięciohektarowe sady oraz szklarnie w których
hodował ananasy, cytrusy i kwiaty (wysyłał na dwór wiedeński 10 tys.
kamelii rocznie).
Z Medyki pojechaliśmy na północ, do Nowostawów. Po drodze
obejrzeliśmy piękną, XVIII wieczną drewnianą cerkiewkę w Poździaczu.
Ogromne, niemal tysiąchektarowe stawy rybne w Nowostawach zostały
założone na podmokłych terenach nad Wisznią przez Wincentego
Rozwadowskiego i prowadzone przez jego syna Bartłomieja, który był z
wykształcenia ichtiologiem. W latach 30-tych był tu postawiony
nowoczesny i wygodny dom zaprojektowany przez lwowskiego architekta
Nowakowskiego. Spędzili w nim dzieciństwo Erazm, Jadzia Dembińska i
Rafał. Jadzia zaprowadziła nas na miejsce gdzie stał dom (spalony
przez UPA), gdzie były korty tenisowe, pokazała nam stojące do dziś
drzewa które były sadzone za jej czasów.
Aktualnie na terenie Nowostawów znajduje się Państwowe Gospodarstwo
Rybne. W czasie jesiennych przelotów przebywa tu 40 tys. ptaków.
Zaraz na północ od Nowostawów znajduje się Stubno, przed wojną
należące do spokrewnionych z nami Myszkowskich. Stoi tu dalej duży i
piękny, choć już nieco zniszczony dwór a na terenie majątku znajduje
się stadnina koni rasy małopolskiej i pełnej krwi angielskiej.
Wieczorem zajechaliśmy do hotelu znajdującego się w pałacu
Czartoryskich w Sieniawie. Rozlokowano nas w tzw. Domu Letnim, który
ma piękną architekturę dworu, z gankiem, łamanym dachem polskim i
werandą. Na ostatnią w czasie tej wycieczki kolację zebraliśmy się w
restauracji umieszczonej w odnowionych piwnicach jednej z oficyn
pałacowych. W pięknym otoczeniu, przy dobrym jedzeniu i jeszcze
lepszym winie rozmawialiśmy o tym co widzieliśmy i cieszyliśmy się
nawzajem swoim spotkaniem.
Środa 25 IX
Rano rozpoczęliśmy od zwiedzania zamku w Łańcucie. Jest to
największe i najlepiej zachowane muzeum oryginalnych wnętrz
pałacowych w Polsce.
W XVI w. zamek był własnością m.in. Stanisława Stadnickiego tzw.
Diabła Łańcuckiego. Po jego upadku wykupiony za długi przez
Lubomirskich (właścicielem był m.in. wyżej wspomniany Stanisław
Herakliusz).
W pocz. XIX w. linia łańcucka Lubomirskich wygasła, miasto i zamek
odziedziczyli Potoccy, którzy utworzyli tu ordynację istniejącą do
1945 r.
Jednym z jej właścicieli był Alfred Potocki, który przez cesarza
Franciszka Józefa był mianowany premierem rządu imperium austro –
węgierskiego w latach 1870-71. Potoccy zgromadzili w zamku ogromną
kolekcję dzieł sztuki – obrazy, tkaniny, rzeźby, broń, porcelanę
oraz książki. Ostatni właściciel zamku, również Alfred, wiedząc co
się działo podczas wyzwalania Polski przez Armię Czerwoną w 1939, a
czego przykład miał w Krasiczynie, starał się uratować najcenniejsze
zbiory dzieł sztuki i wywiózł je do Szwajcarii. Zamek z pozostałymi
zbiorami miał jednak więcej szczęścia niż Krasiczyn. Mieszkańcy
miasta założyli Komitet Obrony Zamku, wywiesili tablicę Muzeum
Państwowe i rozpoczęli rozmowy z dowódcą wkraczających wojsk, płk.
Kurakinem. Ten okazał się być człowiekiem wykształconym i zabronił
swoim żołnierzom rabunku. Zamkowi pomogło także i to, że w mieście
znajdowała się duża wytwórnia wódek i bojcy mieli ciekawsze zajęcie.
Po zamku oprowadzała nas bardzo miła i dobrze przygotowana pani,
która wprowadzała nas
w rozmaite sekrety jego zbiorów. Między innymi mogliśmy się
dowiedzieć jakie są cechy charakterystyczne XVII wiecznego portretu
sarmackiego i jaka jest technika malowania włoskiej ceramiki
majolikowej.
Ostatnim obiektem zwiedzanym przez nas w czasie tej wycieczki był
zamek w Dębnie. Wzniesiony został na miejscu XIII wiecznego grodu
komesa Świętosława Gryfity, umieszczonego przy głównym szlaku
handlowym Polski idącym z Augsburga przez Wrocław, Kraków, Tarnów,
Lwów do Konstantynopola. Ta droga dalej funkcjonuje jako trasa
krajowa 4 i dalej jest drogą o największym tranzycie
międzynarodowym.
Mały i piękny zameczek Dębińskich jest pierwszym w Polsce przykładem
przechodzenia od gotyku do renesansu (20 lat przed kaplicą
zygmuntowską na Wawelu). Renesansowy jest regularny plan budowli,
dekoracyjna elewacja a zwłaszcza kamieniarka nadproży. Gotyckie są
strome dachy, rombowa dekoracja ścian zewnętrznych z cegły zendrówki
i elementy obronne – narożne baszty i krenelaż.
I to był ostatni etap naszej wyprawy; pokonanie ostatnich 50 km
przed dojazdem do Krakowa zabrało nam 4 godziny z powodu przebudowy
drogi krajowej 4.
Opracował Janusz Marciniak
|
|
|
|